Galeria
Rezerwacja
Okręgi
Porozumienia
Linki

FUX-sklep wędkarski

Koala

FART

VABIK

MUDAR

 

 

II Memoriał im. Rynia Cecota

Kołobrzeg - Bornholm 15.06.2009 r.

...Był październik - 2007 r. I zabrakło Go. Odszedł i już z nami nie łowi, nie jeździ, nie śmieje się. Ale nie zapomnieliśmy o Nim. Jest zawsze z nami, na kutrze. Ryniu - pamiętamy o Tobie. ...

                     Tym razem zebraliśmy się w 12 osób o godz. 2200 14 czerwca w Kołobrzeskim porcie, aby ponownie wystartować w zawodach i pamiętać o tym, którego z nami nie ma. Trafiła się również inna okazja. Po raz pierwszy zorganizowaliśmy Morskie Mistrzostwa naszego koła. Jednostka - James Cook - jacht motorowy długości 19,80 m zbudowany w 1942r. Był to statek admiralicji brytyjskiej, pływał na Malcie, w Egipcie i po morzu śródziemnym. Rozwija prędkość do 12 węzłów.

                     Przygotowania do rejsu rozpoczynamy w październiku 2008 r. Zapada decyzja, że będzie to Bornholm - duńska wyspa (był to pomysł Darka i Zbyszka). Studiujemy Internet, listy dyskusyjne, pytamy się znajomych, którzy pływali w te rejony. Spośród wielu ofert typujemy jacht p. Edmunda Smolińskiego. Dzwonimy do niego do Kołobrzegu i okazuje się, że pierwszy wolny termin zahaczający o weekend to 14-15 czerwiec 2009r. Zazwyczaj wypływaliśmy w maju ale z braku innych terminów ustalamy, że ten też będzie dobry. W czerwcu zazwyczaj pogoda była ładna więc myślimy, że nie będzie problemów. Nauczeni poprzednimi wyprawami zbieramy 12 chętnych - kto pierwszy ten lepszy - i każdy wpłaca zaliczkę. Kto wpłaci, ten płynie. Na tydzień przed wypłynięciem sprawdzamy pogodę. Zmienia się codziennie. Raz wychodzi, że wypłyniemy, na drugi dzień portale podają, że wiatr będzie za duży. Narasta niepewność. Ponad pół roku przygotowań może pójść na marne. Puchary i nagrody czekają, a szanse na wypłyniecie były coraz mniejsze. Pula nagród w tym roku osiągnęła kwotę 1000 zł, więc byłoby o co walczyć. Wstępnie był zarezerwowany 2 dniowy rejs z noclegiem w Duńskim Nexo. Niestety sobotni wyjazd zostaje odwołany. Wiatr osiągał prędkość 7-8 w skali Beauforta. Nie ma możliwości przełożenia wyjazdu na inny termin dwudniowy. Armator ma zajęty każdy dzień. Dostajemy informację, że na 90% wypłyniemy w niedzielę w nocy ale tylko na jedną dobę, nie na dwie. Musimy podjąć szybką decyzję czy zgadzamy się na taki wariant. W końcu koszt wyprawy nie jest mały, ponad 600 km trzeba przejechać samochodem, noclegi, wyżywienie. Jednak dla nas każda okazja aby wypłynąć w morze jest dobra. Jednogłośnie głosujemy za wyjazdem. W niedzielę o godz. 800 ruszamy w kierunku Kołobrzegu do którego dojeżdżamy ok godz. 1900.

                    Po wejściu na pokład od razu przystępujemy do składania zestawów aby rano być w pełni przygotowanym do rywalizacji.

                    Zawodników jest 12, stanowisk 22, rozrysowuję stanowiska i dzielę je na mniej więcej równe części co nie było takie łatwe i rozpoczynamy losowanie, po którym wszyscy udają się na swoje wylosowane miejsca.

                    Równo o północy statek wychodzi z portu w 17-to godzinny rejs w okolice wyspy Bornholm. Pogoda zapowiadała się wyśmienicie - słońce, wiatr 3-4 w skali Beauforta. Nikt nie przewidywał, że Neptun może być niespokojny tego dnia.

                    Ulokowani w wygodnych kajutach idziemy spać. Na pierwsze łowisko dopływamy po prawie 6-ciu godzinach. Szyper dał jeden sygnał co oznaczało, że rozpoczynamy rywalizację.

                 Z prognoz wynikało że wiatr będzie wiał maksymalnie z siłą 4 Bft, jednak jak to z prognozami bywa nie sprawdziła się. Siła wiatru doszła do 6 Bft, co skutkowało eliminacją kilku zawodników z łowienia. Oczywiście, każdy mówił, że nic się nie dzieje, ale zdjęć z rybami i z łowienia nie ma, poza jednostkowymi jakie udało się zrobić. Nawet sam jak pomyślałem, że mam zejść po aparat pod pokład to mi się coś robiło.

                 Po pierwszym napłynięciu padają pierwsze ryby. Założyłem pilkera stukającego Adasia 230g i rozpoczynam łowienie. Niestety mam zero. Postanawiam założyć przywieszki. Stawiam na czerwony kolor. Jednak jest jeszcze gorzej. Przywieszki stawiają zbyt duży opór i zestaw schodzi na dno bardzo długo. Cięższych Adasi nie mam. Co robić? Szybkim ruchem zdejmuję przywieszki i ponownie wrzucam do wody samego pilkera. Zaczynam łowić! W każdym napłynięciu wyciągam min 3 szt. a i zdarzało się więcej. Jeszcze więcej ryb spada podczas pierwszych metrów holu. Prawdopodobnie ryby atakują przynęty przyduszając ją do dna i dlatego zahaczają się o delikatne brzuchy co skutkuje słabym zacięciem. Tracę rachubę i nie liczę już ile złowiłem ryb, skupiam się tylko na łowieniu.

                 Podczas jednego z napłynięć trafiają się naprawdę wielkie dorsze. Widać jak po widowiskowym braniu wielka ryba szarpie wędką. Po chwili następuje przymurowanie i nie ma możliwości oderwania ryby od dna. Wszyscy przegrywają walkę z rybą. Nikomu nie udaje sie wyciągnąć kolosa a widziałem co najmniej ze trzy takie akcje na mojej burcie. Albo nie wytrzymuje sprzęt, albo ryba wchodzi w zaczep i trzeba rwać. Wielka szkoda.

                 Po kliku godzinach łowienia daje o sobie znać kondycja. Nie wytrzymują moje ręce. Muszę odpocząć w mesie. Ból jest nie do zniesienia. Całe szczęście, że po krótkim odpoczynku wszystko wraca do normy i mogę łowić dalej.

                Z mojego doświadczenia wnioskuję, że ten rejs był najlepszym rejsem na jakim byłem. Kuchnia (posiłki były w cenie rejsu) wyśmienita - pozdrowienia dla Artura. Kiełbaskę na śniadanie połykam w jednym oka mgnieniu - pychotka. Grochówka na obiad palce lizać. Myślałem, że nie dam rady nic zjeść tak bujało, jednak zapach zupki jaki wydobywał się z mesy przezwyciężył wszystko.

                  A manewry szypra to po prostu majstersztyk. Napłynięcia na ławice trwały po ponad 30 minut albo i dłużej i dorsze brały jeden za drugim. I to raz na jedną burtę raz na drugą, tak aby było sprawiedliwie co rzadko jest spotykane na innych jednostkach.

                Koniec! Szyper daje 3 sygnały. Komisja sędziowska zabiera się do pracy. W tym roku regulamin Memoriału jest inny. Wygrywa ten, kto złapie największą liczbę ryb wymiarowych. Przypominam, że wymiar ochronny dorsza to 38 cm. Natomiast w Mistrzostwach Koła pomiarowi podlega długość ryb, więc komisja ma co robić. Podliczamy wyniki i okazuje się, że złowiliśmy dokładnie 200 wymiarowych dorszy. Razem z Michałem i Szymkiem mierzymy wszystkie ryby. Staramy się aby robić to bardzo dokładnie, przecież każdy centymetr ryby może mieć wpływ na wyniki. Sztuki policzyliśmy szybko, natomiast aby policzyć długości ryb potrzebny jest kalkulator. Po dwóch godzinach wszystko jest gotowe.

                  Oto wyniki II Memoriału im. Rynia Cecota:

Miejsce
Nazwisko i imię
Nr stanowiska
Wynik
1
Pokrzepa Robert
5
36 szt.
2
Krzysztofik Mirosław
8
29 szt.
3
Linertowicz Zbigniew
12
23 szt.
4
Molenda Sławomir
4
18 szt.
5
Cecot Marcin
11
17 szt.
Kiziński Andrzej
3
17 szt.
6
Kiziński Michał
2
16 szt.
Kiziński Szymon
9
16 szt.
7
Ciesielski Maciej
10
15 szt.
8
Miądzel Dariusz
1
6 szt.
9
Łączka Mariusz
6
4 szt.
10
Sochański Zbysław
7
3 szt.

Największa ryba - Linertowicz Zbigniew - dorsz 77 cm.

Zwycięzca! Gratulujemy!
II miejsce
III Miejsce

                   Zbyszek zgarnia również dwie nagrody za największą rybę (w Memoriale i mistrzostwach) które ufundował sponsor. Nic w tym dziwnego gdyby nie to, że to on sam ufundował te nagrody. W związku z tym postanowił przekazać je dla dwóch najstarszych zawodników konkursu - Szymona i Andrzeja. Bardzo Ci Zbyszku dziękuję za tak wspaniały gest i życzę Ci jeszcze większych dorszy w przyszłości.

Wyniki I Morskich Mistrzostw Koła PZW nr 2 AMUR:

Miejsce
Nazwisko i imię
Nr stanowiska
Wynik
1
Pokrzepa Robert
5
1754 cm
2
Krzysztofik Mirosław
8
1335 cm
3
Linertowicz Zbigniew
12
1110 cm
4
Kiziński Michał
2
997 cm
5
Molenda Sławomir
4
804 cm
6
Kiziński Andrzej
3
763 cm
7
Kiziński Szymon
9
701 cm
8
Miądzel Dariusz
1
289 cm

Największa ryba - Linertowicz Zbigniew - dorsz 77 cm.

                   Wzorem poprzedniego Memoriału dekorujemy armatora maleńkim symbolicznym pucharkiem, aby przypominał wszystkim i zawsze, że jednostka brała udział w tak szczytnym celu. Dziękujemy za dobre połowy i bardzo miłą atmosferę.

 

Wyprawę przeżył i opisał: Mirosław Krzysztofik

 

 
   
 Stronę najlepiej oglądać w IE 7.0 w rozdzielczości 1024x768.
Freelance Web Designer